Narcyzm vs depresja – 0:7

Oczywiście, że wybierać między dżumą a cholerą się nie da sensownie. Między narcyzmem a depresją też nikomu nie życzę. Ale gdyby ktoś musiał… No, gdyby jednak trzeba było… To wydaje mi się, że depresja jest przynajmniej milej przyjmowana niż narcyzm. Że nie potępia się osób z depresją tak łatwo, jak osób narcystycznych.

Po pierwsze (narcyzm vs depresja 0:1), decyduje o tym nazewnictwo. Podczas gdy depresja to „choroba”, narcyzm jest „zaburzeniem”, i to „zaburzeniem osobowości”. Choroba to coś, co nie jest mną – chociaż mnie atakuje i dotyka. Ale właśnie dlatego, że „atakuje” i „dotyka”, jawi się jako ciało obce, intruz. A narcyzm jako typ organizacji osobowości jest czymś wmontowanym, czy nawet gorzej – jest moim „ja”. Mówi się, że dany człowiek „jest narcyzem”, a nie „ma narcyzm”.

Po drugie (0:2) – choć przejście od punktu 1 jest ciągłe – to, że ktoś „jest narcyzem”, w dużym stopniu sprowadza tę osobę w oczach (i przede wszystkim w myśleniu) innych do tej jednej właściwości, cechy, tożsamości. Zauważmy, że w określeniu „depresant” (od razu mi tu słownik podkreśla, że nie ma takiego słowa – a przecież wiem) też dźwięczy jakiś znacznie mniej życzliwy ton niż w „ma depresję”. Ktoś może mieć depresję, ale być miłym gościem. Ale być narcyzem i np. być miłym gościem? Nigdy w życiu!

Po trzecie (0:3), w psychoterapii depresja cieszy się pewną estymą, narcyzm – nie. Mam na myśli dość powszechnie znane pojęcie stworzone przez brytyjską psychoanalityczkę Melanie Klein: „pozycja depresyjna”. Otóż ta pozycja jest wg Klein pożądana. Jest wyrazem dojrzałości i pojawia się dopiero, gdy człowiek przejdzie (a nie każdy to potrafi) tzw. „pozycję schizo-paranoidalną”. „Pozycja depresyjna” – od razu przepraszam wszystkich kleinistów za chamskie uproszczenie – oznacza gotowość do świadomego przyjęcia tych wszystkich stanów emocjonalnych i myśli, które właśnie często łączymy z depresją, a mianowicie: smutku, rozczarowania, żalu. Osiągając tak rozumianą dojrzałość godzimy się z tym, że nasze możliwości są ograniczone, że nie odzyskamy/uzyskamy takiej jedności jak ta, która łączyła nas z matką, i że się starzejemy i umieramy. Pozycja depresyjna to nie depresja, choć pewne elementy są wspólne. Czy można za to choćby spróbować wymówić frazę „pozycja narcystyczna”? Nie. A jeśli już, to chyba wyłącznie w obraźliwym sensie: jak już się ktoś narcystycznie nadmie i ustawi się niczym do obrazu z jedną nogą wysuniętą do przodu i nosem zadartym – może wtedy osiąga pozycję narcystyczną. Ale nikomu takiej nie życzymy.

Po czwarte, zajrzałem do internetu, by sprawdzić, jak wyszukiwarka reaguje na oba hasła. Zapewne mam włączone wyszukiwanie dynamiczne, więc wyniki są powiązane z tym, czego wcześniej szukałem i co myśli o mnie Google, tym niemniej rezultaty wyszukiwania wydają się oddawać pewną prawdę. Oto one:

„Depresja”

Wyniki wyszukiwania "depresja"

Wyniki wyszukiwania „depresja”

 

„Narcyzm”

Wyniki wyszukiwania "narcyzm"

Wyniki wyszukiwania „narcyzm”

Jak widać, hasłu „depresja” towarzyszą przyjemnie brzmiące „jak sobie poradzić”, „jak pomóc”, „trzeba leczyć”. Tymczasem „narcyzmowi” – „rozpoznaj narcyza”, „jak z nim żyć”. Wnioski są dwa:

Po czwarte a (0:4), osoba z depresją umieszczana jest bliżej centrum naszego wszechświata jako ktoś potrzebujący. Nawet nam samym wolno mieć depresję. I w ogóle warto się zastanowić, jak takiemu cierpiącemu (sobie czy bliskiemu) pomóc. A narcyza trzeba przede wszystkim zdemaskować. Bo on już okazał się raczej podłym cwaniakiem, np. zostając naszym mężem lub żoną, a dopiero potem dając się rozpoznać jako narcyz. Musimy się bronić!

Po czwarte b (0:5), narcyz jakoś rzadko bywa „nami”, a na ogół „nim” lub – trochę rzadziej, ale też często – „nią”. Depresję wolno mieć, być narcyzem to wstyd.

Jest takie zjawisko psychologiczne, które nazywa się „depresja narcystyczna”. Hm, jak tu o tym napisać? To jest taki stan pęknięcia konstrukcji narcystycznej, załamania się świata. Bardzo nieprzyjemne. Depresja narcystyczna pojawia się, kiedy ktoś o narcystycznej strukturze osobowości nie może dłużej przed sobą ukrywać, że budowanie obrazu siebie w oparciu jedynie o podziw, przeświadczenie o omnipotencji, zaprzeczanie aspektom niechcianym, po prostu się nie sprawdza. Niekiedy doprowadza do tego poniesienie istotnej i spektakularnej porażki, czasem – zwyczajne odkrycie przemijania. I wtedy pojawiają się te wszystkie niemiłe uczucia, których jako narcyz staramy się pozbyć: wstyd, niepewność, lęk, rozgoryczenie… To właśnie nazywa się depresją narcystyczną i to właśnie jest doświadczenie, które sprawia, że część osób narcystycznych decyduje się podjąć terapię. Czyli wychodzi na to, że drogą do wyjścia z narcyzmu jest depresja – no to chyba 0:6.

Na koniec refleksja decydująca o 0:7. Kiedy zastanawiałem się nad tym wpisem, doszedłem do przekonania, że hasłem-kluczem do rozróżnienia między depresją a narcyzmem jest kwestia cierpienia. Osoba w depresji cierpi – i wszyscy to wiedzą, i akceptują. Narcyz? Nie tylko sam stara się nie wiedzieć o tym, że cierpi, ale i skrzętnie ukrywa to cierpienie przed innymi. W dodatku robi to skutecznie, ku swojej zgubie.

Najsmutniejsze jest to, że osoby narcystyczne bardzo cierpią, ale uważają swoje cierpienie za powód do wstydu. I spełnia się ich przekonanie, bo tak odnoszą się do świata do koła, że ten daje się przekonać i po jakimś czasie rzeczywiście – co starałem się w tym tekście pokazać – traktuje cierpienie narcyzów jak trąd.

Michał Czernuszczyk

Michał Czernuszczyk

2 Comments

  1. Bardzo ciekawy temat. Narcyzm to zaburzenie, a media wcale nie przedstawiają tego w ten sposób… podobne jest z zaburzeniami osobowości typu borderline. Ostatnio miała miejsce głośna sprawa sądowa między Amber Head i Johnnym Deppem. Amber ma diagnozę borderline, co w trakcie procesu pokazywane było w bardzo prześmiewczy sposób

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *