Psychoterapia to nie naprawianie ludzi


Z gazeta.pl, a konkretnie: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,19252537,bohater-malgorzaty-halber-urodzilem-sie-z-niskiej-samooceny.html#TRwknd:

Wiesz na czym polega problem z psychoterapią? Że nie pozwala na istnienie smutku i bezsilności. Taka jest współczesna narracja – idź na terapię, napraw to.

A ja się właśnie nie zgadzam. Terapia nie polega na naprawianiu – przynajmniej nie w tym sensie, by naprawiać kogoś, siebie. Naprawianie siebie oznaczałoby traktowanie się przedmiotowo, doprowadzanie do stanu społecznej użyteczności, poprawności, przydatności.

Psychoterapia to leczenie, a nie naprawianie. Naprawia się coś, leczy – kogoś.

Naprawianie w psychoterapii dotyczy nie korygowania osoby, ale troskliwego zajęcia się emocjonalną raną, cierpieniem, które do terapii sprowadza. Efekt terapii jest nieoczywisty – na szczęście nie wiemy, kim w głębokim sensie jest i kim staje się osoba, która z terapii korzysta. Nie wiemy tego do końca. Jeśli ktoś przestaje stanowić dla nas tajemnicę, czegoś nie widzimy na temat tej osoby i prawdopodobnie traktujemy ją narzędziowo.

Irytuje mnie szerzenie takich płytkich opinii na temat psychoterapii. Przykro mi, jeśli ktoś miał do czynienia z terapeutą, który starał się go naprawić. Takie doświadczenie mogło być bardzo zniechęcające. Wierzę jednak, że profesjonalni terapeuci oferują głębsze rozumienie i towarzyszą w poznawaniu siebie.

Michał Czernuszczyk

Psychoterapeutyczne pytanie „Co czujesz?”

Gdy ludzie wracają z parodniowych treningów interpersonalnych, w rodzaju Grupy Otwarcia przy Laboratorium Psychoedukacji, zasypują bliskich (a często nawet i dalszych) wszelkimi odmianami pytania „Co czujesz?”. Słyszeli to pytanie zadawane po wielokroć w czasie tej krótkiej formy terapeutycznej, i odkryli, jak wielkie niesie ze sobą znaczenie, a także to, jak bardzo dotychczas brakowało im tego, by przyjrzeć się, co właściwie przeżywają.

O psychoterapii często mówi się, że nie polega na ocenianiu. To ogólnikowe stwierdzenie może wzbudzać różnego rodzaju polemikę – przecież psychoterapeuta, jak wszyscy, posiada jakiś system wartości i zapewne jest przekonany o „lepszości” pewnych rozwiązań ponad innymi. Jednak rzeczywiście nie oceniamy w terapii o tyle, że do pytania o wartość konkretnych zachowań, wyborów, identyfikacji dodajemy pytanie, pod wpływem jakich uczuć człowiek decyduje się tak właśnie żyć swoje życie. Kim się czuję, jak siebie czuję, kiedy odnoszę się do zjawisk na zewnątrz mnie, a także tych wewnątrz (nie mam na myśli np. problemów z trawieniem, ale dokonywania wyborów, wskazywania sobie, że coś muszę, a czegoś mi nie wolno, odnoszenia się do doświadczania trudności)?

Terapeuci trafiają na ograniczenia językowe dotyczące wyrażania udziału aspektów emocjonalnych w naszym byciu. Uciekają się do tych wszystkich dziwaczności w rodzaju „Co się w tobie zadziało, kiedy…” lub „Z czego robisz to i to?”. Choć niezdarne, takie sformułowania mają przekierować uwagę na konkretny aspekt naszego przeżywania – czyli pomóc nam zobaczyć tylko tyle i aż tyle, co właściwie czujemy w chwili obecnej.

Michał Czernuszczyk

9 lat Pracowni Działań Pozytywnych

Pracownia Działań Pozytywnych – moja firma – obchodzi dziś dziewiątą rocznicę istnienia. Często w takich sytuacjach firma proponuje zniżki, kupony, promocje… Pomyślałem, że to zabawne, jak bardzo psychoterapia jest specyficzną usługą, i że szanujące się ośrodki raczej nie wykonują tego typu gestów. Dlaczego właściwie?

Przede wszystkim, w mojej ocenie, chodzi o to, by nie kusić, ale decyzję o podjęciu psychoterapii przez osoby zainteresowane ochronić przed nieświadomym, niejawnym wpływem, jaki przecież ma wywierać reklama i PR firmy. Działania manipulacyjne, czyli prowadzące do innego celu niż deklarowany, są sprzeczne z ideą rozmowy psychoterapeutycznej, gdzie promuje się otwartość i szczerość, nawet wówczas, gdy mogą one prowadzić do chwilowego kryzysu w kontakcie.

Reklamie towarzyszy też ogólnie euforyczny nastrój – reklama obiecuje, że będzie lepiej, wygodniej, przyjemniej, taniej, szybciej, łatwiej. Podobna obietnica nie pokrywa się z naturą psychoterapii. Owszem, psychoterapia pomaga, ale nie tyle przy współudziale pacjenta, ale w niezwykle istotnej części dzięki jego zaangażowaniu, gotowości do spotkania się ze sobą (także z trudnymi częściami siebie) i chęci wytrwania mimo doświadczania okresowych przeszkód.

Michał Czernuszczyk