Prof. Jerzy Vetulani o psychoterapii

Cytat


Jerzy VetulaniPiękno neurobiologii, Wydawnictwo Homini 2011

Jerzy Vetulani - Piękno neurobiologii

Jerzy Vetulani – Piękno neurobiologii

W braku skutecznych terapii „materialnych” powstała – głównie pod wpływem Zygmunta Freuda (1856-1939) – psychoterapia analityczna. Psychoterapia rozwinęła się szybko, powstało w jej ramach wiele nurtów i szkół. Przyczyną tak dużej popularności, a zarazem słabości psychoterapii jest fakt, że nie jest to dziedzina naukowa w sensie – jak mówimy – popperowskim (od nazwiska filozofa nauki Karla Poppera). Inaczej niż w naukach ścisłych, wielu twierdzeń różnych szkół terapeutycznych nie sposób sfalsyfikować, to znaczy nie można wymyślić testu, który sprawdziłby ich słuszność. Ten brak możliwości weryfikacji nie oznacza, że w wielu wypadkach psychoterapia nie jest bardzo pomocna i skuteczna. Ale neurobiolodzy podchodzili do niej zawsze bardzo nieufnie.

str. 36-37

 


Współczesne metody obrazowania pracy mózgu udowodniły, że skuteczna psychoterapia powoduje takie same zmiany w aktywnościu mózgu, jak skuteczna terapia lekami. Nasza wiedza o mózgu mówi nam obecnie, że słowo, a właściwie przekazywane przez słowo uczenie się, powoduje wyraźne, wymierne, materialne zmiany w strukturze mózgu. Terapia poznawcza czy środowiskowa przebudowuje mózg równie skutecznie, co terapie „materialne”, a może i skuteczniej. Zwłaszcza jeżeli popatrzymy na zaburzenia umysłu jeszcze z innej strony, uważając je za konsekwencję upośledzenia plastyczności mózgu – zmian strukturalnych utrudniających adekwatne dostosowanie się do wymogów zmiennego środowiska zewnętrznego, tak materialnego, jak i społecznego.

Tak więc mimo olbrzymich postępów psychiatrii biologicznej, psychoterapia gra wciąż istotną rolę w leczeniu schorzeń psychicznych. Terapia poznawczo-behawioralna i terapia interpersonalna są skuteczne, a w niektórych chorobach, takich jak depresja, terapie łączone prowadzą do lepszych wyników niż pojedyncze.

str. 42

Interwencja paradoksalna

Jan Koza - Jestem już taki stary | Już niedługo, tato

Jan Koza – Jestem już taki stary | Już niedługo, tato

Rysunek Jana Kozy przypomina mi o pewnej technice stosowanej w terapii systemowej, a mianowicie o interwencji paradoksalnej. Niekiedy jest to działanie zamierzone, czasem nieprzewidziany efekt ustaleń terapeuty z rodziną lub parą (z terapii systemowej korzystamy najczęściej przy pracy właśnie z parami lub rodzinami). Terapeuta proponuje taką interwencję (rozumienie lub umowę), która diametralnie odbiega od nieświadomych porządków dotychczas obowiązujących w systemie. Rysunek Kozy jest tego ilustracją, którą można by rozwinąć tak: ojciec przywykł narzekać i sugerować, że jego nędzne życie i tak wkrótce się skończy. Takim narzekaniem stawia się w pozycji ofiary, kogoś słabego, na kogo i tak nie ma co liczyć, i kim raczej należy się opiekować, niż oczekiwać od niego opieki. Dzięki temu może np. zapobiegać stawianiu mu wymagań, przez co chroni się przed realnym poczuciem słabości i zawodu. Ktoś, kto ośmieli się taki porządek podważyć, musi zmierzyć się z poczuciem winy za łamanie normy o nieatakowaniu słabszego i wyrozumiałości wobec niemożności. Rysunek bardzo dobrze to obrazuje. Słowa syna brzmią okrutne i bezwzględne – choć przecież na najbardziej podstawowym poziomie są wyrazem zrozumienia i stanowią pocieszenie. Tylko pewnie nie takiego pocieszenia w skrytości ducha oczekiwał ojciec…

Michał Czernuszczyk

źródło ilustracji: http://jankoza.soup.io/post/644898586/Jestem-ju-taki-stary

Dlaczego ludzie decydują się być w terapii

Przez temat „Dlaczego ludzie decydują się być w terapii” rozumiem rozważanie tego, dlaczego ktoś, kto już podjął terapię, decyduje się w niej pozostawać – a nie to, dlaczego ludzie zgłaszają się do psychoterapeuty.

Oczywiście zacząć należy od tego, że pacjenci doświadczają ulgi i poprawy samopoczucia, a także ustępowania objawów. Sądzę jednak, że takie doświadczenie może uzasadniać zarówno pozostawanie w terapii ze względu na nadzieję na dalszą poprawę, jak i decyzję o zakończeniu terapii z poczuciem sukcesu. Czytaj dalej

Osobiście niechętnie zawisam nad przepaścią…

Nancy McWilliams w książce „Opracowanie przypadku w psychoanalizie” omawia znaczenie różnicy w systemie wartości pacjenta i terapeuty. Uczula terapeutów na rozważanie tej sprawy – jak to, jak sami widzą świat, jakie wyznają wartości, jakie mają doświadczenia, wpływa na ich spostrzeganie i rozumienie pacjenta. Na ile jest ograniczające, na ile wspiera, a na ile po prostu nie odgrywa większej roli. McWilliams swoim zwyczajem nie wydaje sądów kategorycznych, natomiast zachęca, by terapeuci rozważali (w sobie) znaczenie tej kwestii.

W tym kontekście wydaje mi się znaczący cytat z „Wszystkich lektur nadobowiązkowych” Wisławy Szymborskiej. Autorka pisze:

Książka [Wawrzyńca Żuławskiego „Sygnały ze skalnych ścian – Tragedie tatrzańskie – Wędrówki alpejskie – Skalne lato”] przypadnie do serca każdemu, kto tylko nie ma zwyczaju pytać, czemu u licha ludzie chodzą po górach, skoro nikt im nie każe. Osobiście niechętnie zawisam nad przepaścią, ale jeśli mam jakąś zaletę, to chyba tę, że nie dziwię się ludziom, którzy zawisają. (s. 46)

I właśnie o sprawdzeniu, czy dysponujemy taką postawą, pisze – moim zdaniem – McWilliams. Czasem nazywamy to neutralnością, która polega nie tyle na nieposiadaniu osobistego stosunku do tego, co mówi pacjent, ale na świadomości, jaki ten stosunek jest i czy różnica między światopoglądem moim i pacjenta nie jest zbyt duża, bym mógł się pacjentowi na coś przydać (a nie skazywać go, na przykład, na zajmowanie się moimi przekonaniami).

Michał Czernuszczyk

Dziura w ziemi

Złożony ciąg lektur internetowych doprowadził mnie do strony http://www.damninteresting.com/the-deepest-hole/ o najgłębszym odwiercie geologicznym. Nie wiem, jak daleko można posunąć się w stosowaniu rozmaitych metafor do opisu procesu poznawania siebie. Często mówi się np. o archeologii jako metaforze poszukiwania psychologicznych źródeł funkcjonowania danego człowieka. To może i cytat z geologa będzie użyteczny? Zatem: przy okazji wykonywania najgłębszego odwiertu (ponad 12 km wgłąb ziemi) któryś z naukowców zauważył: „Every time we drill a hole we find the unexpected. That’s exciting, but disturbing.”, czyli w moim tłumaczeniu:

Ilekroć wiercimy dziurę, trafiamy na Nieoczekiwane. To ekscytuje, ale i coś w nas narusza.

Właśnie. Gdyby więc użyć metafory wiercenia dziury w ziemi do opisu bycia w psychoterapii, można by powiedzieć, że niepokojące jest nie tylko to, czego dowiadujemy się o sobie, ale już sam fakt, że to, czego się dowiadujemy, jest dla nas czymś, czego się nie spodziewaliśmy. Jeśli przyjąć, że przed tym, co niepokojące i naruszające dotychczasowy porządek, mamy tendencję się cofać, prawdopodobnie i w psychoterapii będziemy doświadczali niepokoju towarzyszącego właśnie nie tylko określonym treściom, ale samemu ich pojawianiu się i ich niezgodności z wcześniejszym naszym wyobrażeniem o sobie.

Ważne, bo inspirujące i nośne, wydaje mi się także to, że poszukiwania same w sobie są ekscytujące. Dzięki temu, że cała podróż wgłąb siebie nas pasjonuje, jesteśmy gotowi pokonywać trudności i wytrzymywać w momentach kryzysowych. Skoro już tak śmiało sięgam po metaforę z dziedziny, na której zupełnie się nie znam – ogólne zaciekawienie sobą i zaangażowanie w poznawanie się owocuje wynajdywaniem nowych sposobów obchodzenia się ze sobą i odnoszenia do innych, tak jak tym naukowcom radzieckim (oj, to zaczyna zakrawać na żart) udało się wynajdować kolejne sposoby pogłębiania odwiertu, np. dzięki opracowaniu nowego rodzaju wiertła…

To może nie będę się – nomen omen – dalej pogrążał.

Michał Czernuszczyk

Psychoterapia to nie naprawianie ludzi

Z gazeta.pl, a konkretnie: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,19252537,bohater-malgorzaty-halber-urodzilem-sie-z-niskiej-samooceny.html#TRwknd:

Wiesz na czym polega problem z psychoterapią? Że nie pozwala na istnienie smutku i bezsilności. Taka jest współczesna narracja – idź na terapię, napraw to.

A ja się właśnie nie zgadzam. Terapia nie polega na naprawianiu – przynajmniej nie w tym sensie, by naprawiać kogoś, siebie. Naprawianie siebie oznaczałoby traktowanie się przedmiotowo, doprowadzanie do stanu społecznej użyteczności, poprawności, przydatności.

Psychoterapia to leczenie, a nie naprawianie. Naprawia się coś, leczy – kogoś.

Naprawianie w psychoterapii dotyczy nie korygowania osoby, ale troskliwego zajęcia się emocjonalną raną, cierpieniem, które do terapii sprowadza. Efekt terapii jest nieoczywisty – na szczęście nie wiemy, kim w głębokim sensie jest i kim staje się osoba, która z terapii korzysta. Nie wiemy tego do końca. Jeśli ktoś przestaje stanowić dla nas tajemnicę, czegoś nie widzimy na temat tej osoby i prawdopodobnie traktujemy ją narzędziowo.

Irytuje mnie szerzenie takich płytkich opinii na temat psychoterapii. Przykro mi, jeśli ktoś miał do czynienia z terapeutą, który starał się go naprawić. Takie doświadczenie mogło być bardzo zniechęcające. Wierzę jednak, że profesjonalni terapeuci oferują głębsze rozumienie i towarzyszą w poznawaniu siebie.

Michał Czernuszczyk

Psychoterapeutyczne pytanie „Co czujesz?”

Gdy ludzie wracają z parodniowych treningów interpersonalnych, w rodzaju Grupy Otwarcia przy Laboratorium Psychoedukacji, zasypują bliskich (a często nawet i dalszych) wszelkimi odmianami pytania „Co czujesz?”. Słyszeli to pytanie zadawane po wielokroć w czasie tej krótkiej formy terapeutycznej, i odkryli, jak wielkie niesie ze sobą znaczenie, a także to, jak bardzo dotychczas brakowało im tego, by przyjrzeć się, co właściwie przeżywają.

O psychoterapii często mówi się, że nie polega na ocenianiu. To ogólnikowe stwierdzenie może wzbudzać różnego rodzaju polemikę – przecież psychoterapeuta, jak wszyscy, posiada jakiś system wartości i zapewne jest przekonany o „lepszości” pewnych rozwiązań ponad innymi. Jednak rzeczywiście nie oceniamy w terapii o tyle, że do pytania o wartość konkretnych zachowań, wyborów, identyfikacji dodajemy pytanie, pod wpływem jakich uczuć człowiek decyduje się tak właśnie żyć swoje życie. Kim się czuję, jak siebie czuję, kiedy odnoszę się do zjawisk na zewnątrz mnie, a także tych wewnątrz (nie mam na myśli np. problemów z trawieniem, ale dokonywania wyborów, wskazywania sobie, że coś muszę, a czegoś mi nie wolno, odnoszenia się do doświadczania trudności)?

Terapeuci trafiają na ograniczenia językowe dotyczące wyrażania udziału aspektów emocjonalnych w naszym byciu. Uciekają się do tych wszystkich dziwaczności w rodzaju „Co się w tobie zadziało, kiedy…” lub „Z czego robisz to i to?”. Choć niezdarne, takie sformułowania mają przekierować uwagę na konkretny aspekt naszego przeżywania – czyli pomóc nam zobaczyć tylko tyle i aż tyle, co właściwie czujemy w chwili obecnej.

Michał Czernuszczyk

Grupa pracy z ciałem Michaela Randolpha

Po raz kolejny (siódmy?, dziesiąty?) tłumaczyłem/współprowadziłem pięciodniową grupę pracy z ciałem, którą prowadził Michael Randolph, a którą zorganizowało Laboratorium Psychoedukacji. Fantastyczne doświadczenie, bardzo godne polecenia osobom zainteresowanym pogłębieniem samoświadomości – i nie mam tu na myśli doświadczenia bycia tłumaczem, ale oczywiście uczestnikiem grupy.

Organizacyjnie rzecz przedstawia się następująco: grupa odbywa się w jakimś ośrodku podmiejskim, tym razem była to Kuklówka. Organizatorzy zachęcają, by przez te pięć dni nie opuszczać ośrodka (w znaczeniu, nie jechać do Warszawy) i ograniczyć korzystanie z telefonów i komputerów. Na początku omawiane są też zasady dyskrecji, obecności i niezmieniania sztucznie świadomości (chodzi o niezażywanie leków i niespożywanie substancji psychoaktywnych). Czytaj dalej

Czym jest psychoanaliza

Intrygujący film o tym, co to jest psychoanaliza. Niby po angielsku, ale tych, którzy tego języka nie znają, zachęcam do niepoddawania się.

Ciekaw jestem, czy ten film coś Państwu wyjaśnia. Został stworzony w bardzo szacownej instytucji – w brytyjskim Institute of Psychoanalysis, którego pracownikami są między innymi Peter Fonagy i Alessandra Lemma.

Michał Czernuszczyk

Natura rozmowy (psychoterapeutycznej)

Pacjenci dość często pytają o radę, a terapeuci rzadko odpowiadają wprost. Na pytanie pierwszych „Co mam zrobić?” ci drudzy jakby odwracali kota ogonem. Zamiast po ludzku doradzić i wskazać rozwiązanie, odpowiadają pytaniem, co powszechnie uważane jest za niegrzeczne. Albo kręcą coś i komentują fakt pojawienia się pytania – co też właściwie można spostrzegać jako niegrzeczne, czy przynajmniej stanowiące mierną próbę wymigania się od odpowiedzi. Dlaczego? Czytaj dalej