„Pamiętamy PW”

Intrygują mnie naklejki na samochodach z kotwicą Polski Walczącej i napisem „pamiętamy”.

Naklejka "PW pamiętamy"
Naklejka „PW pamiętamy”

Ilekroć widzę ten napis, zastanawiam nad wielością znaczeń słowa „pamiętamy”. Czy chodzi o to, że potem powinien następować rzeczownik w bierniku, np. „pamiętamy powstanie”? Chyba mało który właściciel samochodu może pamiętać tamte czasy. Za to funkcja napisu byłaby względnie wyraźna – oto samochodem jedzie ktoś, kto jest przynajmniej koło osiemdziesiątki, kto czas powstania spędził w Warszawie. Właściwie jest ich co najmniej dwoje. Ponieważ blog jest o psychoterapii, skupię się na możliwych emocjonalnych konotacjach tak czytanego napisu. Wyobrażam więc sobie, że gdyby znak odczytać jako „Jesteśmy ludźmi, którzy przeżyli powstanie warszawskie.”, można by przypuszczać, że zdarzenie to było centralne w życiu pasażerów samochodu. Tak bardzo zdecydowało o ukształtowaniu ich tożsamości, że postanawiają umieścić sygnał o tym przeżyciu na pojeździe. Trochę jak rybi symbol chrześcijan – znak podstawowej identyfikacji, pierwsza informacja, której chce się o sobie udzielić nowopoznanym.

A może miejscownik – „pamiętamy o powstaniu”? Pewnie bardziej prawdopodobne. Też byłby to znak tożsamościowy – tylko że jego funkcja nie jest tak jasna, jak w przypadku uczestników Tamtych Wydarzeń. Wymazanie pamięci, dysocjacja, zaprzeczenie to mechanizmy obronne osobowości, które uruchamiają się przy nieznośnie silnych i bolesnych emocjach. Czy naklejka ma przypominać, że przeszliśmy tak wielką traumę, że musimy włożyć dużo aktywnego wysiłku w podtrzymanie pamięci? Czy w przeciwnym razie ulegniemy bólowi i wymażemy wspomnienia przynosząc sobie ukojenie? Przecież tak często słyszy się dyskusje, czy powstanie było bardziej traumą, czy właśnie jej przerwaniem – znoszenie tej ambiwalencji, co widać w dyskusji społecznej, nie jest łatwe, i jak to w przypadku ambiwalencji bywa, pojawia się pokusa wybrania którejś strony sporu, a nie uznawania, że w racjach obu stron coś jest.

Jako psychoterapeuta zastanawiam się przy takim odczytaniu znaku nad połączeniem „pamiętamy” z celownikiem, tj. pamiętamy komu mianowicie. „Zapamiętam ci to!” pobrzmiewa groźbą. Pamiętamy – czy ktoś chce, byśmy zapomnieli? Czy raczej zapewniamy o naszej pamiętliwości i mściwości? Może więc jest to sygnał upokorzenia i pragnienia zemsty?

A może chodzi najbardziej o sufiks „my”? Czujemy siebie, jedność, wspólnotę dzięki temu, że odnajdujemy się przez wspólną pamięć?

Michał Czernuszczyk

Borderline u nastolatków?

Znalazłem – jakiego by tu słowa użyć? – kuriozalny artykuł w sieci na temat diagnozy osobowości typu borderline u nastolatków. Nie, nie, nie! Ja protestuję! Tak nie można. Używanie kategorii zarezerwowanej dla diagnozowania zaburzeń dojrzałej osobowości u człowieka, który jeszcze dojrzały nie jest, wzmacnia tylko jego poczucie nieadekwatności, może nasilić huśtawkę nastrojów i zaburzyć samoocenę. Z kolei rodziców wpędza w poczucie winy, że skrzywdzili dziecko i zwichrowali mu psychikę.

Zajmuję się tematem adolescencji od kilkunastu lat. Pracowałem w szpitalu psychiatrycznym dla młodzieży, prowadziłem grupy i terapię indywidualną nastolatków, zajmowałem się też teoretycznym ujmowanie tego trudnego okresu rozwojowego w ramach seminarium z kolegami po fachu. Wniosek jest prosty: adolescencja i zaburzenia osobowości mają podobne przejawy, ale są zasadniczo różnymi procesami, ponieważ pierwszy jest z gruntu zdrowy, a drugi to zaburzenie. Jeśli my, specjaliści, zaczniemy traktować je tak samo, będziemy działać na szkodę pacjentów.

Z kolei zachęcanie rodziców do dokonania samodzielnej diagnozy jest po pierwsze nieetyczne, po drugie nieetyczne i po trzecie nieetyczne – rodzice mogą chcieć jakoś poradzić sobie z burzą adolescencji, ale to bardzo ważne, żeby myśleli, że dziecko, choć przechodzi trudny czas, zmaga się z czymś naturalnym, co może być dobrze przeżyte i pokonane przez obie strony (i dzieci, i rodziców). Gdy jednak między rodziców a dzieci wstawić kategorię diagnostyczną „zaburzenie osobowości typu borderline”, adolescenta trzeba leczyć, a nie pomagać mu się rozwijać. Taka diagnoza może uniemożliwić rozwój.

Warto pamiętać o słowach Anny Freud, córki Wielkiego Zygmunta, pionierki w dziedzinie psychoanalitycznego myślenia o adolescencji. Anna Freud określa adolescencję jako fazę, która w swej naturze jest zaburzeniem spokojnego wzrostu i w której dysharmonia w strukturze psychicznej jest czymś naturalnym. Uważa, że znakiem psychopatologii jest zachowanie równowagi wewnętrznej i względnej harmonii osiągniętych w czasie latencji. Cytuję:

„Uważam, że normą dla adolescenta jest zachowywać się przez dłuższy czas w sposób niespójny i nieprzewidywalny.”

Anna Freud

Źródło cytatu: Alex Holder, Anna Freud, Melanie Klein, and the Psychoanalysis of Children and Adolescents, Karnac 2005

Michał Czernuszczyk

Prof. Jerzy Vetulani o psychoterapii

Jerzy VetulaniPiękno neurobiologii, Wydawnictwo Homini 2011

Jerzy Vetulani - Piękno neurobiologii
Jerzy Vetulani – Piękno neurobiologii

W braku skutecznych terapii „materialnych” powstała – głównie pod wpływem Zygmunta Freuda (1856-1939) – psychoterapia analityczna. Psychoterapia rozwinęła się szybko, powstało w jej ramach wiele nurtów i szkół. Przyczyną tak dużej popularności, a zarazem słabości psychoterapii jest fakt, że nie jest to dziedzina naukowa w sensie – jak mówimy – popperowskim (od nazwiska filozofa nauki Karla Poppera). Inaczej niż w naukach ścisłych, wielu twierdzeń różnych szkół terapeutycznych nie sposób sfalsyfikować, to znaczy nie można wymyślić testu, który sprawdziłby ich słuszność. Ten brak możliwości weryfikacji nie oznacza, że w wielu wypadkach psychoterapia nie jest bardzo pomocna i skuteczna. Ale neurobiolodzy podchodzili do niej zawsze bardzo nieufnie.

str. 36-37

 


Współczesne metody obrazowania pracy mózgu udowodniły, że skuteczna psychoterapia powoduje takie same zmiany w aktywnościu mózgu, jak skuteczna terapia lekami. Nasza wiedza o mózgu mówi nam obecnie, że słowo, a właściwie przekazywane przez słowo uczenie się, powoduje wyraźne, wymierne, materialne zmiany w strukturze mózgu. Terapia poznawcza czy środowiskowa przebudowuje mózg równie skutecznie, co terapie „materialne”, a może i skuteczniej. Zwłaszcza jeżeli popatrzymy na zaburzenia umysłu jeszcze z innej strony, uważając je za konsekwencję upośledzenia plastyczności mózgu – zmian strukturalnych utrudniających adekwatne dostosowanie się do wymogów zmiennego środowiska zewnętrznego, tak materialnego, jak i społecznego.

Tak więc mimo olbrzymich postępów psychiatrii biologicznej, psychoterapia gra wciąż istotną rolę w leczeniu schorzeń psychicznych. Terapia poznawczo-behawioralna i terapia interpersonalna są skuteczne, a w niektórych chorobach, takich jak depresja, terapie łączone prowadzą do lepszych wyników niż pojedyncze.

str. 42

Smutek i żal

smutek
smutek

Tak sobie myślę, że zakończenia różnych jakościowo relacji budzą różne uczucia. Kiedy odchodzi ktoś, z kim relacja była pełna, autentyczna i oparta na wolności, zostaje w nas smutek – czasem bardzo głęboki, ale czysty – i tęsknota. Inaczej w przypadku zamknięcia się więzi, w której coś szwankowało – wówczas pojawia się żal, poczucie straty związanej z brakiem czegoś, niedopełnieniem.

A może to tylko gadanina?

Michał Czernuszczyk

Interwencja paradoksalna

Jan Koza - Jestem już taki stary | Już niedługo, tato
Jan Koza – Jestem już taki stary | Już niedługo, tato

Rysunek Jana Kozy przypomina mi o pewnej technice stosowanej w terapii systemowej, a mianowicie o interwencji paradoksalnej. Niekiedy jest to działanie zamierzone, czasem nieprzewidziany efekt ustaleń terapeuty z rodziną lub parą (z terapii systemowej korzystamy najczęściej przy pracy właśnie z parami lub rodzinami). Terapeuta proponuje taką interwencję (rozumienie lub umowę), która diametralnie odbiega od nieświadomych porządków dotychczas obowiązujących w systemie. Rysunek Kozy jest tego ilustracją, którą można by rozwinąć tak: ojciec przywykł narzekać i sugerować, że jego nędzne życie i tak wkrótce się skończy. Takim narzekaniem stawia się w pozycji ofiary, kogoś słabego, na kogo i tak nie ma co liczyć, i kim raczej należy się opiekować, niż oczekiwać od niego opieki. Dzięki temu może np. zapobiegać stawianiu mu wymagań, przez co chroni się przed realnym poczuciem słabości i zawodu. Ktoś, kto ośmieli się taki porządek podważyć, musi zmierzyć się z poczuciem winy za łamanie normy o nieatakowaniu słabszego i wyrozumiałości wobec niemożności. Rysunek bardzo dobrze to obrazuje. Słowa syna brzmią okrutne i bezwzględne – choć przecież na najbardziej podstawowym poziomie są wyrazem zrozumienia i stanowią pocieszenie. Tylko pewnie nie takiego pocieszenia w skrytości ducha oczekiwał ojciec…

Michał Czernuszczyk

źródło ilustracji: http://jankoza.soup.io/post/644898586/Jestem-ju-taki-stary

Nie zgadzam się na „psychiatryk”

Jakoś nie mogę przejść mimo pewnego wpisu na FB. Nie udostępnię go, bo 1) nie znam się na tych fejsbókowych sprawach i nie wiem, czy nie naraziłbym czyjejś prywatności, 2) nie o to chodzi, kto to udostępnia. Ale kiedy czytam post nawiązujący do artykułu http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/ryszard-terlecki-wicemarszalek-i-szef-klubu-parlamentarnego-pis-siedzial-w/5mbewfj?utm_source=Interakcja&utm_medium=Share&utm_campaign=BigShare, nie chcę przemilczeć nadużycia, jakie przez podobne posty jest wspierane. Nadużycie dotyczy wykorzystania pojęcia „psychiatryk” do szkalowania i insynuowania, że ktoś nie nadaje się do piastowania stanowiska, jakie zajmuje. To bez sensu. Budowanie i wspieranie myślenia, w którym „szpital psychiatryczny”, „schizofrenia”, „psychiatra”, „hospitalizacja” nie będą stanowiły obelg i klątw, a funkcjonować będą jako zwykłe i użyteczne słowa, zajmuje lata. Nieoceniony udział w tym mają instytucje w rodzaju Fundacji eFkropka. Natomiast naruszenie języka dzieje się szybko, banalnie, ot tak, przez zaniedbanie – zaniedbanie uważności na to, jakie konsekwencje przyniesie chlapnięcie takim na przykład „psychiatrykiem”… Polityka budzi silne emocje – wiemy to i codziennie tego doświadczamy. Gdy więc do dialogu (?) na ten temat wprowadza się pojęcia z obszaru psychiatrii, z pewnością pojęciom tym nadawane jest silne znaczenie afektywne, na ogół w jakiejś negatywnej konotacji, z którym wprost nie da się polemizować (bo jest insynuacją, a nie jawnym zarzutem). Temat mija, pojawia się inna amunicja, ale osoby, które potrzebują pomocy psychiatry lub ludzie z ich otoczenia, będą pamiętać, że ci, którzy trafią do „psychiatryka”, zawsze będą naznaczeni, a od czasu do czasu trafi się ktoś, kto wytknie im przeszłość i wskaże ją jako uzasadnienie dla ograniczenia ich praw, przywilejów, równego traktowania.

Michał Czernuszczyk

Kładka do życia

Wypisy z artykułu Barbary Pietkiewicz pt. „Kładka do życia” (POLITYKA nr 3059). Niby nic odkrywczego, ale to, co dla jednych jest po prostu smutnym i ważnym tematem, dla innych jest tragedią życiową, a może i powodem, by to życie zakończyć. Wszystkim potrzebującym, ich rodzinom i przyjaciołom przypominam o istnieniu miejsc takich jak Fundacja eFkropka – miejsce, które wspiera osoby po kryzysie psychicznym. Read More

Konsultacja dla nastolatka, dla rodziny, dla rodziców?

Trafiłem na bardzo przejrzystą ilustrację kliniczną wpływu, jaki konsultacja psychologiczna dla rodziców wywiera zarówno na samopoczucie dziecka, jak i na to, jak radzi sobie w szkole. Chcę przytoczyć długi cytat, ponieważ mam wrażenie, że propozycja psychoterapeuty, by rodzice zatroskani słabymi i słabnącymi wynikami w nauce dziecka i skargami na jego zachowanie zwrócili się o pomoc dla siebie, często przyjmowana bywa niechętnie przez rodziców – a ów cytat bardzo dobrze pokazuje, jak może pomóc rozmowa właśnie rodziców z terapeutą.

Niechęć do przyjęcia propozycji spotkania rodziców z psychologiem wydaje mi się łączyć po pierwsze z tym, że dorośli nie widzą zależności między swoimi sprawami a stanem emocji dziecka, po drugie – mogą poczuć się obwiniani (w swoim przeżyciu słusznie lub nie) o negatywne oddziaływanie na dziecko, a po trzecie – chcą, by zachowanie dziecka zmieniło się jak najszybciej i sądzą, że rozmowa ze specjalistą bez udziału dziecka to tylko krok ku pomocy, a nie pomoc właściwa. Poniższy cytat – mam nadzieję – obrazuje niesłuszność tych obaw i w poruszający sposób odsłania związek między przeżyciami rodziców a doświadczeniami emocjonalnymi dziecka. Read More

Dlaczego ludzie decydują się być w terapii

Przez temat „Dlaczego ludzie decydują się być w terapii” rozumiem rozważanie tego, dlaczego ktoś, kto już podjął terapię, decyduje się w niej pozostawać – a nie to, dlaczego ludzie zgłaszają się do psychoterapeuty.

Oczywiście zacząć należy od tego, że pacjenci doświadczają ulgi i poprawy samopoczucia, a także ustępowania objawów. Sądzę jednak, że takie doświadczenie może uzasadniać zarówno pozostawanie w terapii ze względu na nadzieję na dalszą poprawę, jak i decyzję o zakończeniu terapii z poczuciem sukcesu. Read More