Smutek i żal

Tak sobie myślę, że zakończenia różnych jakościowo relacji budzą różne uczucia. Kiedy odchodzi ktoś, z kim relacja była pełna, autentyczna i oparta na wolności, zostaje w nas smutek – czasem bardzo głęboki, ale czysty – i tęsknota. Inaczej w przypadku zamknięcia się więzi, w której coś szwankowało – wówczas pojawia się żal, poczucie straty związanej z brakiem czegoś, niedopełnieniem.

A może to tylko gadanina?

Michał Czernuszczyk

Interwencja paradoksalna

Jan Koza - Jestem już taki stary | Już niedługo, tato

Jan Koza – Jestem już taki stary | Już niedługo, tato

Rysunek Jana Kozy przypomina mi o pewnej technice stosowanej w terapii systemowej, a mianowicie o interwencji paradoksalnej. Niekiedy jest to działanie zamierzone, czasem nieprzewidziany efekt ustaleń terapeuty z rodziną lub parą (z terapii systemowej korzystamy najczęściej przy pracy właśnie z parami lub rodzinami). Terapeuta proponuje taką interwencję (rozumienie lub umowę), która diametralnie odbiega od nieświadomych porządków dotychczas obowiązujących w systemie. Rysunek Kozy jest tego ilustracją, którą można by rozwinąć tak: ojciec przywykł narzekać i sugerować, że jego nędzne życie i tak wkrótce się skończy. Takim narzekaniem stawia się w pozycji ofiary, kogoś słabego, na kogo i tak nie ma co liczyć, i kim raczej należy się opiekować, niż oczekiwać od niego opieki. Dzięki temu może np. zapobiegać stawianiu mu wymagań, przez co chroni się przed realnym poczuciem słabości i zawodu. Ktoś, kto ośmieli się taki porządek podważyć, musi zmierzyć się z poczuciem winy za łamanie normy o nieatakowaniu słabszego i wyrozumiałości wobec niemożności. Rysunek bardzo dobrze to obrazuje. Słowa syna brzmią okrutne i bezwzględne – choć przecież na najbardziej podstawowym poziomie są wyrazem zrozumienia i stanowią pocieszenie. Tylko pewnie nie takiego pocieszenia w skrytości ducha oczekiwał ojciec…

Michał Czernuszczyk

źródło ilustracji: http://jankoza.soup.io/post/644898586/Jestem-ju-taki-stary

Nie zgadzam się na „psychiatryk”

Jakoś nie mogę przejść mimo pewnego wpisu na FB. Nie udostępnię go, bo 1) nie znam się na tych fejsbókowych sprawach i nie wiem, czy nie naraziłbym czyjejś prywatności, 2) nie o to chodzi, kto to udostępnia. Ale kiedy czytam post nawiązujący do artykułu http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/ryszard-terlecki-wicemarszalek-i-szef-klubu-parlamentarnego-pis-siedzial-w/5mbewfj?utm_source=Interakcja&utm_medium=Share&utm_campaign=BigShare, nie chcę przemilczeć nadużycia, jakie przez podobne posty jest wpierane. Nadużycie dotyczy wykorzystania pojęcia „psychiatryk” do szkalowania i insynuowania, że ktoś nie nadaje się do piastowania stanowiska, jakie zajmuje. To bez sensu. Budowanie i wspieranie myślenia, w którym „szpital psychiatryczny”, „schizofrenia”, „psychiatra”, „hospitalizacja” nie będą stanowiły obelg i klątw, a funkcjonować będą jako zwykłe i użyteczne słowa, zajmuje lata. Nieoceniony udział w tym mają instytucje w rodzaju Fundacji eFkropka. Natomiast naruszenie języka dzieje się szybko, banalnie, ot tak, przez zaniedbanie – zaniedbanie uważności na to, jakie konsekwencje przyniesie chlapnięcie takim na przykład „psychiatrykiem”… Polityka budzi silne emocje – wiemy to i codziennie tego doświadczamy. Gdy więc do dialogu (?) na ten temat wprowadza się pojęcia z obszaru psychiatrii, z pewnością pojęciom tym nadawane jest silne znaczenie afektywne, na ogół w jakiejś negatywnej konotacji, z którym wprost nie da się polemizować (bo jest insynuacją, a nie jawnym zarzutem). Temat mija, pojawia się inna amunicja, ale osoby, które potrzebują pomocy psychiatry lub ludzie z ich otoczenia, będą pamiętać, że ci, którzy trafią do „psychiatryka”, zawsze będą naznaczeni, a od czasu do czasu trafi się ktoś, kto wytknie im przeszłość i wskaże ją jako uzasadnienie dla ograniczenia ich praw, przywilejów, równego traktowania.

Michał Czernuszczyk

Kładka do życia

Wypisy z artykułu Barbary Pietkiewicz pt. „Kładka do życia” (POLITYKA nr 3059). Niby nic odkrywczego, ale to, co dla jednych jest po prostu smutnym i ważnym tematem, dla innych jest tragedią życiową, a może i powodem, by to życie zakończyć. Wszystkim potrzebującym, ich rodzinom i przyjaciołom przypominam o istnieniu miejsc takich jak Fundacja eFkropka – miejsce, które wspiera osoby po kryzysie psychicznym. Czytaj dalej

Konsultacja dla nastolatka, dla rodziny, dla rodziców?

Trafiłem na bardzo przejrzystą ilustrację kliniczną wpływu, jaki konsultacja psychologiczna dla rodziców wywiera zarówno na samopoczucie dziecka, jak i na to, jak radzi sobie w szkole. Chcę przytoczyć długi cytat, ponieważ mam wrażenie, że propozycja psychoterapeuty, by rodzice zatroskani słabymi i słabnącymi wynikami w nauce dziecka i skargami na jego zachowanie zwrócili się o pomoc dla siebie, często przyjmowana bywa niechętnie przez rodziców – a ów cytat bardzo dobrze pokazuje, jak może pomóc rozmowa właśnie rodziców z terapeutą.

Niechęć do przyjęcia propozycji spotkania rodziców z psychologiem wydaje mi się łączyć po pierwsze z tym, że dorośli nie widzą zależności między swoimi sprawami a stanem emocji dziecka, po drugie – mogą poczuć się obwiniani (w swoim przeżyciu słusznie lub nie) o negatywne oddziaływanie na dziecko, a po trzecie – chcą, by zachowanie dziecka zmieniło się jak najszybciej i sądzą, że rozmowa ze specjalistą bez udziału dziecka to tylko krok ku pomocy, a nie pomoc właściwa. Poniższy cytat – mam nadzieję – obrazuje niesłuszność tych obaw i w poruszający sposób odsłania związek między przeżyciami rodziców a doświadczeniami emocjonalnymi dziecka. Czytaj dalej

Dlaczego ludzie decydują się być w terapii

Przez temat „Dlaczego ludzie decydują się być w terapii” rozumiem rozważanie tego, dlaczego ktoś, kto już podjął terapię, decyduje się w niej pozostawać – a nie to, dlaczego ludzie zgłaszają się do psychoterapeuty.

Oczywiście zacząć należy od tego, że pacjenci doświadczają ulgi i poprawy samopoczucia, a także ustępowania objawów. Sądzę jednak, że takie doświadczenie może uzasadniać zarówno pozostawanie w terapii ze względu na nadzieję na dalszą poprawę, jak i decyzję o zakończeniu terapii z poczuciem sukcesu. Czytaj dalej

Osobiście niechętnie zawisam nad przepaścią…

Nancy McWilliams w książce „Opracowanie przypadku w psychoanalizie” omawia znaczenie różnicy w systemie wartości pacjenta i terapeuty. Uczula terapeutów na rozważanie tej sprawy – jak to, jak sami widzą świat, jakie wyznają wartości, jakie mają doświadczenia, wpływa na ich spostrzeganie i rozumienie pacjenta. Na ile jest ograniczające, na ile wspiera, a na ile po prostu nie odgrywa większej roli. McWilliams swoim zwyczajem nie wydaje sądów kategorycznych, natomiast zachęca, by terapeuci rozważali (w sobie) znaczenie tej kwestii.

W tym kontekście wydaje mi się znaczący cytat z „Wszystkich lektur nadobowiązkowych” Wisławy Szymborskiej. Autorka pisze:

Książka [Wawrzyńca Żuławskiego „Sygnały ze skalnych ścian – Tragedie tatrzańskie – Wędrówki alpejskie – Skalne lato”] przypadnie do serca każdemu, kto tylko nie ma zwyczaju pytać, czemu u licha ludzie chodzą po górach, skoro nikt im nie każe. Osobiście niechętnie zawisam nad przepaścią, ale jeśli mam jakąś zaletę, to chyba tę, że nie dziwię się ludziom, którzy zawisają. (s. 46)

I właśnie o sprawdzeniu, czy dysponujemy taką postawą, pisze – moim zdaniem – McWilliams. Czasem nazywamy to neutralnością, która polega nie tyle na nieposiadaniu osobistego stosunku do tego, co mówi pacjent, ale na świadomości, jaki ten stosunek jest i czy różnica między światopoglądem moim i pacjenta nie jest zbyt duża, bym mógł się pacjentowi na coś przydać (a nie skazywać go, na przykład, na zajmowanie się moimi przekonaniami).

Michał Czernuszczyk

Dzieci mafii, dzieci Kościoła

Dwa poruszające artykuły, dotyczące krzywdy dzieci dziejącej się w ramach systemu – mafii i Kościoła:

W obu wypadkach istota problemu wydaje mi się podobna: prawa obowiązujące w instytucji sprawiają, że dzieciom dzieje się krzywda, o której wszyscy wiedzą, ale jej nie zapobiegają, ale przeciwnie – skazują dzieci na dalsze cierpienia. Sprawcy nie tylko nie uznaje się za winnego, ale przedstawia jako obrońcę wartości dominujących dla systemu – tradycji, spójności, hierarchii, zależności. Ciekawe i straszne jest też to, że w obu historiach to mężczyźni są sprawcami przemocy, a ochrona ich autorytetu wydaje się priorytetem. Czytaj dalej

Bezimienne przerażenia a atopia

Znalazłem bardzo ciekawy tekst dotyczący doświadczeń małego dziecka w kontekście atopii. Fragment pochodzi z książki Margot Waddell „Światy wewnętrzne. Psychoanaliza i rozwój osobowości” i dotyczy koncepcji stworzonej przez Wilfreda Biona:

Określenie „bezimienne przerażenie” opisuje dwa aspekty dziecięcego doświadczenia: po pierwsze, brak dostępu do umysłu, w który dziecko mogłoby wyprojektować swe uczucia, a po drugie, nasiloną wskutek odkrycia tego stanu rzeczy niewygodę psychiczną, dodatkowo nasilającą się pod wpływem ciężaru związanych z tym spostrzeżeniem jego własnych uczuć. Zatem pierwotny opiekun, który powinien przynosić ulgę, niwelując cierpienie, aktywnie je nasila. Określenie „bezimienne przerażenie” ujmuje istotę tego doświadczenia, to, iż nie ma ono opisywalnego kształtu czy pewnej formy, która powalałaby przypisać mu znaczenie, choćby negatywne. Opisuje ono utratę wszelkich śladów znaczenia w następstwie tego, że zalążkowa zdolność do nadawania go zmieniła kierunek oddziaływania (…) Dziecko traci możliwość łączenia myśli lub uczuć. Dzieje się tak nawet w przypadku przerażających doświadczeń, na przykład wtedy, gdy strach przed umieraniem został zrozumiany, ale nie towarzyszyło temu pewne dostrojenie, dzięki któremu to uczucie mogłoby być dla dziecka bardziej znośne. Ronald Britton określa ten stan umysłu jako „psychiczną atopię”.

Atopia jako wyraz bezimiennego przerażenia – ciekawe, prawda?

Michał Czernuszczyk

źródła:

  • książka: Margot Waddell „Światy wewnętrzne. Psychoanaliza i rozwój osobowości”, tłum. Marta Kruszyńska-Mąka, Oficyna Ingenium 2015
  • zdjęcie: Janek Czernuszczyk