Co lepsze: psychoterapia grupowa czy indywidualna

Można przeformułować tytułowe pytanie na: w jakich okolicznościach można bardziej skorzystać z psychoterapii grupowej, a w jakich – z indywidualnej.

Przy podejmowaniu psychoterapii można ją sobie wyobrażać jako wolną od przypadłości, ograniczeń, które nas skłaniają do tego, żeby psychoterapię podjąć. Mam na myśli to, że kiedy zgłaszamy się do psychoterapeuty, często żywimy nadzieję, że akurat w relacji terapeutycznej nie będzie działo się to, co dzieje się w naszych innych relacjach i co skłania nas do podjęcia leczenia.

Na przykład: powodem zgłoszenia może być to, że często czujemy się nierozumiani przez innych, nasze intencje wydają się być źle odczytywane, doświadczamy niepowodzenia w przekazywaniu swoich odczuć, przeżyć, myśli. Przekonaliśmy się, że to zjawisko powtarza się w podobnej formie w wielu naszych kontaktach. Pamiętamy (lub nie, ale to nie szkodzi w tej sprawie) lekcje logiki i tzw. brzytwę Ockhama, czyli zasadę, zgodnie z którą należy przyjmować takie wyjaśnienie zjawiska, które ogranicza liczbę zamieszanych w jego stworzenie bytów. W naszym wypadku oznacza to, że skoro nam (przepraszam, tu jest pewien kłopot językowy, że używam liczby mnogiej, a mam na myśli pojedynczego człowieka – ale chyba wiecie, o co mi chodzi, prawda?) przydarza się konfliktować z wieloma osobami, to logiczniej jest wyjaśniać to pojedynczą przyczyną w postaci naszej nieumiejętności postępowania z ludźmi, niż przyczyną mnogą w postaci wielu nieumiejętności po stronie każdej z osób, z którymi mamy do czynienia. Jasne, prawda? Bierzemy więc pod uwagę, że to my sami tak kształtujemy relację, tak postępujemy wobec drugiego człowieka, że się nam z ludźmi nie układa. W konsekwencji przyjęcia takiej hipotezy możemy postanowić spróbować psychoterapii – przyjrzeć się swoim sposobom obcowania z bliźnimi, w szczególności temu, jak udaje nam się to obcowanie mimowolnie utrudniać.

Dobrze, mamy za sobą dłuższy niż zamierzałem akapit z przykładem sytuacji osoby zgłaszającej się na psychoterapię. Wracam do myśli, że ów ktoś może mieć nadzieję, że w gabinecie psychoterapeutycznym nie stanie się to, czego on (może być, i nawet częściej jest, i ona) tak się obawia i nie chce, tj. że w kontakcie z psychoterapeutą (a tym razem nie napiszę „psychoterapeutką”, bo mam na myśli siebie) nie dzieje się to, co zwykle, kiedy (copy, paste) „czujemy się nierozumiani przez innych, nasze intencje wydają się być źle odczytywane, doświadczamy niepowodzenia w przekazywaniu swoich odczuć, przeżyć, myśli”. Osoba podejmująca psychoterapię może pragnąć, by choć ten kontakt był lepszy, wolny od tych bolesnych doświadczeń, łatwiejszy. Hm. Trudna sprawa. Bo gdyby rzecz traktować logicznie, to można spytać, skąd taka nadzieja, skoro przyprowadzamy na psychoterapię podstawową przyczynę własnych trudności, tj. siebie samych… Ale na pocieszenie należy powiedzieć, że choć powtórzenie tych niechcianych zjawisk jest w gabinecie prawdopodobne, to na szczęście właśnie dzięki temu, że to się dzieje w gabinecie, jest szansa na bezpośrednie, praktyczne zajęcie się tymi trudnościami. Nie trzeba odwoływać się tylko do opowieści o wspomnieniu, o kontakcie z kimś z życia pacjenta psychoterapeucie nieznanym – wystarczy bazować na relacji terapeutycznej.

Miało być o lepszości którejś formy psychoterapii: grupowej lub indywidualnej, a tu taki wstęp długi. Jest on jednak konieczny, bo odpowiedź na pytanie, co lepsze, zależy od uwarunkowań konkretnej zainteresowanej osoby i jej gotowości, możliwości, chęci przyglądania się swoim doświadczeniom. Ogólna wskazówka przy wyborze między grupą a terapią indywidualną jest taka, że sytuacja terapeutyczna powinna być stymulująca, a nie hamująca do niecenzurowanego słuchania swoich przeżyć i myśli, przyjmowania postawy, w której przedkłada się otwartość nad poprawność i ujawniania tego, czemu w innych warunkach może towarzyszyć nadmierny wstyd.

Jeśli więc wierzymy, że w grupie uda nam się szczerze o sobie mówić, a poziom doświadczanego przez nas napięcia nie przytłoczy nas, tylko zachęci (choć w konkretnych chwilach może być nam trudno) – wówczas warto decydować się na udział w grupie terapeutycznej. Jeżeli jednak sądzimy, że obecność innych raczej będzie nas deprymowała, czy to z powodu naszych właściwości charakterologicznych, czy dlatego, że mamy takie słowa do wypowiedzenia, które – sądzimy – spotkają się najpewniej z negatywną oceną, narażą nas na odrzucenie czy po prostu nie zostaną zrozumiane – wtedy lepiej przynajmniej zacząć od terapii indywidualnej.

I jeszcze jedno, dość oczywiste: udział w grupie nie odbiera nam możliwości późniejszego korzystania z terapii indywidualnej, i odwrotnie. Czasem obie formy łączy się wręcz, ale to w specyficznych sytuacjach i po omówieniu z terapeutami obu modalności.

Michał Czernuszczyk

ps. Prowadzone przeze mnie obecnie (wiosna 2024 r.) grupy terapeutyczne:

Michał Czernuszczyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *