Jak donosi BBC (https://www.bbc.com/news/articles/c1dknn00v3eo), zmarła Claudette Colvin, ciemnoskóra Amerykanka, której postawa przyczyniła się do zniesienia rasowego przydziału miejsc w komunikacji miejskiej w Stanach. Colvin odsiedziała za to swoje w areszcie. Nie doczekała się też takiej sławy jak Rosa Parks, najsłynniejsza oporująca.
Czemu o Claudette Colvin na blogu o psychoterapii? Ze względu na ten akapit wiadomości BBC:
Whenever people ask me: 'Why didn’t you get up when the bus driver asked you?’ I say it felt as though Harriet Tubman’s hands were pushing me down on one shoulder and Sojourner Truth’s hands were pushing me down on the other shoulder,” she told the BBC.
Czyli:
Ilekroć ktoś mnie pyta „Czemu nie wstałaś, gdy cię o to prosił kierowca autobusu?”, mówię, że czułam, jakby jedno ramię trzymała mi i nie pozwalała się ruszyć Harriet Tubman, a drugie Sojourner Truth.”, Colvin wyjaśniła BBC.
I mnie się to zdaje bardzo ważne: że możemy znaleźć oparcie (albo w tym wypadku przytrzymanie na miejscu) nawet w osobach, których fizycznie przy nas nie ma, ale które oczyma duszy widzimy i czujemy przy sobie. One są nami, ale nie do końca. Są kimś poza nami, ale też nie do końca. Duchy? Może.
W psychologii takie zjawisko nazywa się uwewnętrznieniem, czyli… Ale czy to ma znaczenie właściwie? Ważne – moim skromnym zdaniem – jest to, że ludzie się wspierają, nawet, gdy kogoś już przy nas nie ma.