Narcyz(m)

Post o narcyzmie ciekawy a według mnie kontrowersyjny znalazłem na fejsie.

„Narcyzm” w takim sensie, w jakim pojawia się w poście pani Pauliny Młynarskiej, oznacza zapewne zaburzenie osobowości, a nie tylko obecność rysu narcystycznego. Czyli – innymi słowy – ktoś jest narcyzem po całości, a nie tylko gdy ma zły dzień.

Co to jest osobowość? To jest utrwalony wzorzec wchodzenia w relacje z innymi ludźmi (właściwie w ogóle w relacje, ale te z ludźmi są najwyrazistsze), powstały we wczesnym dzieciństwie jako odpowiedź na dostępne w tym krytycznym okresie rozwojowym doświadczenia emocjonalne. Uczymy się i przesiąkamy tą wiedzą, jak należy obchodzić się z ludźmi, by dostać to, czego głęboko, prawdziwie i zawsze chcemy: miłość, bliskość, uwagę, dobroć. Osoby, które nazywamy narcystycznymi, mają takiego pecha, że nauczyły się, że dostać to, owszem, mogą, ale pod pewnymi warunkami. Ważne w tym przeświadczeniu jest i to, że te dobre doznania są dostępne (bo już osoby zasadniczo psychopatyczne takiej wiary nie mają), jak i to, że tylko warunkowo. Tylko ukazując swoje bardzo konkretne oblicze można zdobyć to, co w skrócie nazwę miłością. To ma tragiczną konsekwencję: jeśli trwale musimy pokazywać się innym w podobający im się sposób, to duża część naszych przeżyć, naszych identyfikacji musi pozostać ukryta, a wówczas rozdziela się to, jak sądzimy, że chcą nas widzieć inni, od tego, kim naprawdę się czujemy i widzimy. To jest samospełniająca się przepowiednia: odsłanianie tej strony, która – dobra, pozostańmy przy Jungu – pozostaje w cieniu, nie spotyka się z dobrym przyjęciem, ponieważ wysokofunkcjonująca osoba narcystyczna przyzwyczaja ludzi wokół do pewnego swojego obrazu, a gdy mu uchybia, to ich niepokoi, złości, rozczarowuje… Więc lepiej pozostawić tę część w ukryciu. To jest wewnętrzna życiowa tragedia.

Co gorsza, gdy osoba narcystyczna poczuje się w relacji trochę bezpieczniej, może zacząć ujawniać tę skrywaną część. A wtedy ta druga osoba w relacji może poczuć się strasznie zawiedziona i rozczarowana. To może już lepiej udawać tego kogoś fajnego?

Mit o narcyzie nie mówi wcale o zakochaniu w sobie. Mówi o zakochaniu we własnym odbiciu, i to w tafli wody, które to odbicie jest przecież bardzo nietrwałe. Narcyz musi się nieźle nastarać, żeby utrzymać obraz własny, jaki sądzi, że inni są gotowi przyjmować. Może też przeżywać silną skrywaną złość, że tylko taki jest akceptowany.

I jeszcze: często widzę posty o byciu z narcyzem, a bardzo rzadko (a nawet nie wiem, czy choć jeden pamiętam) o byciu narcyzem. A przecież wielu z nas (podkreślam – nas) ma taki rys. Wiemy, czego o sobie nie ujawniać, czego inni by nie przyjęli, jakich by nas nie zaakceptowali.

Tak bym chciał, żeby ludzie mnie lubili, traktowali serdecznie, ciepło, cieszyli się na spotkanie ze mną. Wy nie?

Michał Czernuszczyk

Michał Czernuszczyk

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *