Bez ryzyka nadmiernej generalizacji można stwierdzić, że wszystkie teorie rozwojowe, na których opiera się psychoterapia, zakładają związek między naszym bieżącym nastrojem a przeszłymi, zwłaszcza wczesnymi, doświadczeniami relacyjnymi. Innymi słowy, to jak czujemy się teraz, zależne jest od tego, jak czuliśmy się i mogliśmy się czuć, kiedy nasze życie emocjonalne się kształtowało, zwłaszcza na samym jego początku, gdy byliśmy najbardziej zależni emocjonalnie od osób, które się nami zajmowały.
W tym kontekście pojawia się pytanie, jak bardzo zależymy od tego, co nas otacza teraz, w tej dosłownie chwili. Oczywiście ta zależność może być wytworzona właśnie przez wczesne doświadczenie relacyjne, ale powszechność reagowania na to, jak wygląda świat dokoła, pozwala przynajmniej ze sceptycyzmem podchodzić do takiej koncepcji, że całość naszych reakcji sprowadza się do echa z dzieciństwa. To, jak bardzo zależymy od bieżących warunków, widać w tym, jak reagujemy choćby na pogodę czy najprostsze doznania estetyczne, w reakcji na świat dokoła. Na przykład powszechne jest, że ludzie czują się dużo lepiej, gdy pojawia się słońce. Albo gdy widzą coś pięknego. A z jakiegoś powodu czują się gorzej, gdy widzą coś brzydkiego, ponurego. Chociaż waham się użyć określenia „ponurego”, bo to już właśnie wiąże obraz z przeżyciem i w tym sensie jest to raczej błąd logiczny mojego wywodu, niż sensowne stwierdzenie. Albo świt – codzienne zjawisko, które przynosi ze sobą tyle przeżyć, jeśli je dostrzegać. Noc zmieniająca się w dzień niesie niektórym nadzieje, a innym lęk.
Ale proszę spojrzeć na ilustrację do tego postu. To obrazek Placu Konstytucji w Warszawie sprzed paru dni. Trudno nie reagować emocjonalnie na to, jak wygląda ta rzeczywistość. Jest to tak potworne, że aż wydaje się być wytworem artystycznym albo sztucznym w każdym razie, a nie realnością. A może wcale to nie wygląda potwornie?

Ciekawe, gdzie w tej reakcji jest moje indywidualne uwarunkowanie, związane z tym, jak jako jednostka się kształtowałem, a gdzie jest coś znacznie bardziej uniwersalnego, w takim sensie jeszcze nie poddającego się psychoterapii.