Wybierasz się na psychoterapię? Chcesz wiedzieć, na co możesz liczyć i czy Twoje nadzieje są zasadne? Chcesz mieć jakieś wyobrażenie, jak przebiega sesja terapeutyczna? Tędy proszę.
Mówić o psychoterapii jako o spójnym i jednolitym zbiorze oddziaływań jest moim zdaniem błędem. Sposobów jest tak dużo i tak bardzo się między sobą różnią, że trafniej jest mówić o psychoterapiach w liczbie mnogiej. Kiedy więc piszę ten tekst, piszę o konkretnej psychoterapii prowadzonej przeze mnie, psychoterapeutę psychodynamicznego (a nie np. behawioralno-poznawczego czy psychoanalitycznego), na żywo (a nie online, telefonicznie, za pomocą komunikatorów), indywidualnie (a nie grupowo, w pracy z parą lub rodziną), w prywatnym gabinecie (a nie w publicznej służbie zdrowia czy dużym ośrodku terapeutycznym).
Spotkanie psychoterapeutyczne
Poza tym, że spotkanie w gabinecie ma treść, którą jest zajmowanie się przeżyciami osoby zgłaszającej się, to ma też oczywiście swoją formę. Jest ona prosta i stała: spotkanie zaczyna się o umówionej godzinie i trwa pięćdziesiąt minut. Możemy rozmawiać o wszystkim. Czasem nie ma nic do powiedzenia. Czasem to, co jest do powiedzenia, jest tak trudne, że nie sposób tego wypowiedzieć. Czasem pojawiają się łzy, czasem śmiech. Zobaczymy.
Do czego może Ci się przydać psychoterapia?
Najpierw umawiamy się na konsultację, a nie od razu na psychoterapię. To jest jedno lub kilka spotkań, które są poświęcone ustaleniu, do czego psychoterapia ma się przydać osobie zgłaszającej się w danym kontekście. Brzmi zadaniowo i trochę sucho? Powiedziałbym, że odpowiedź na tak zadane pytanie daje nam wspólną mapę, dzięki której będziemy mogli poruszać się po terytorium emocji i myśli. To nie znaczy, że już razem wkraczamy na ten teren, ale że razem patrzymy na jego szkic i decydujemy, co w tej chwili wydaje nam się powodem, dla którego mamy wybrać się we wspólną podróż i dokąd mamy dojść. Ta metafora ładnie chwyta to, że istnieje i powód, dla którego się spotykamy, i cel, do którego chcemy zmierzać, jak i – to bardzo ważne – wiara, że jego osiągnięcie jest możliwe właśnie dzięki naszej wspólnej drodze. To nie znaczy, że jedynie i wyłącznie osiągnięciu tego konkretnego celu ma nasza rozmowa służyć – pamiętajmy, że na konsultacji mamy do czynienia raczej z mapą niż terytorium. Na razie rozważamy możliwe szlaki i sens, dla którego im się przyglądamy.
I kiedy dojdziemy do wniosku, że mapa jest dla obu stron czytelna, a cel ważny i możliwy do osiągnięcia, umawiamy się na psychoterapię. Jeżeli nie mamy co do tego przekonania, możemy spotkać się na kolejnej konsultacji (wkrótce lub w odleglejszej przyszłości) lub pożegnać się bez myśli o kolejnym spotkaniu – zaznaczam w ten sposób, że konsultacja nie zobowiązuje do niczego.
Sesja psychoterapeutczna
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej podoba mi się metafora mapy i terytorium. Skoro jesteśmy na sesji terapeutycznej, to znaczy, że zdecydowaliśmy się zagłębić w teren. Zdecydowaliśmy się iść razem. Mamy odmienne role, ale wspólną drogę. Twoim*
[tu muszę wstawić wyjaśnienie, bo już kolejny raz w tekście używam formy per ty. Przejścia na ty nie proponuję w gabinecie – jesteśmy dorosłymi ludźmi i zachowujemy określone formy wyrażające naszą autonomię i granice. Decyduję się w tekście używać poufałego zwrotu ze względu na obyczaj internetowy, a także na osobisty charakter psychoterapii.]
zadaniem jest możliwie bez cenzury i swobodnie wyrażać siebie, swoje troski i przeżycia. A gdy trafiasz na opór – mówić o nim. Moim zadaniem jest dzielić się swoim rozumieniem i towarzyszyć Ci w tej drodze, na pewno nie wolnej od trudności i silnych uczuć.
Do dyspozycji mamy stałe miejsce i czas. Jak postanowimy je wypełnić, zależy od nas.