Narcyzm potępiony


Kiedy widzę kolejny wpis fejsbukowy na temat narcyzmu – niech to nawet będzie cytat z McWilliams, którą bardzo cenię – to myślę sobie, że coś z tym pojęciem jest nie tak. Zważywszy na medialną popularność terminu i teksty pod tytułem „Jak żyć z narcyzem” lub podobnym, mamy chyba do czynienia z epidemią. Z drugiej – o dziwo – chory jest zawsze ktoś obok (widać to niezaraźliwe). Właściwie może nie jest to takie dziwne, skoro obraz narcyza jest tak odrażający: samolub, samotnik, niezdolny do przywiązania, przeprosin, żalu, poczucia winy, krzywdzący bliskich i dalszych, przeświadczony o własnej nieomylności, nieczuły… Człowiek z – powiedzmy – osobowością depresyjną to ma przy nim łatwo: co prawda trochę smutny jest i zniechęcony, ale raczej budzi współczucie i chęć pomocy, a nie odrazę.

Nie pozostaje nic innego niż posłać narcyzom walentynkowe pozdrowienia. Może dadzą się lubić? Może nie są tak zupełnie obok nas, ale w nas?

Michał Czernuszczyk