Psychoterapeutyczne pytanie „Co czujesz?”


Gdy ludzie wracają z parodniowych treningów interpersonalnych, w rodzaju Grupy Otwarcia przy Laboratorium Psychoedukacji, zasypują bliskich (a często nawet i dalszych) wszelkimi odmianami pytania „Co czujesz?”. Słyszeli to pytanie zadawane po wielokroć w czasie tej krótkiej formy terapeutycznej, i odkryli, jak wielkie niesie ze sobą znaczenie, a także to, jak bardzo dotychczas brakowało im tego, by przyjrzeć się, co właściwie przeżywają.

O psychoterapii często mówi się, że nie polega na ocenianiu. To ogólnikowe stwierdzenie może wzbudzać różnego rodzaju polemikę – przecież psychoterapeuta, jak wszyscy, posiada jakiś system wartości i zapewne jest przekonany o „lepszości” pewnych rozwiązań ponad innymi. Jednak rzeczywiście nie oceniamy w terapii o tyle, że do pytania o wartość konkretnych zachowań, wyborów, identyfikacji dodajemy pytanie, pod wpływem jakich uczuć człowiek decyduje się tak właśnie żyć swoje życie. Kim się czuję, jak siebie czuję, kiedy odnoszę się do zjawisk na zewnątrz mnie, a także tych wewnątrz (nie mam na myśli np. problemów z trawieniem, ale dokonywania wyborów, wskazywania sobie, że coś muszę, a czegoś mi nie wolno, odnoszenia się do doświadczania trudności)?

Terapeuci trafiają na ograniczenia językowe dotyczące wyrażania udziału aspektów emocjonalnych w naszym byciu. Uciekają się do tych wszystkich dziwaczności w rodzaju „Co się w tobie zadziało, kiedy…” lub „Z czego robisz to i to?”. Choć niezdarne, takie sformułowania mają przekierować uwagę na konkretny aspekt naszego przeżywania – czyli pomóc nam zobaczyć tylko tyle i aż tyle, co właściwie czujemy w chwili obecnej.

Michał Czernuszczyk