Kładka do życia


Wypisy z artykułu Barbary Pietkiewicz pt. „Kładka do życia” (POLITYKA nr 3059). Niby nic odkrywczego, ale to, co dla jednych jest po prostu smutnym i ważnym tematem, dla innych jest tragedią życiową, a może i powodem, by to życie zakończyć. Wszystkim potrzebującym, ich rodzinom i przyjaciołom przypominam o istnieniu miejsc takich jak Fundacja eFkropka – miejsce, które wspiera osoby po kryzysie psychicznym. Czytaj dalej

Dziękuję za komentarze

Informacja o stanie

Zauważyłem coraz większą liczbę komentarzy pod wpisami. Dziękuję ich autorom – pojawianie się komentarzy daje mi informację, czy blog się komuś przydaje i czy wybór tematów jest trafny.

Michał Czernuszczyk

Konsultacja dla nastolatka, dla rodziny, dla rodziców?

Trafiłem na bardzo przejrzystą ilustrację kliniczną wpływu, jaki konsultacja psychologiczna dla rodziców wywiera zarówno na samopoczucie dziecka, jak i na to, jak radzi sobie w szkole. Chcę przytoczyć długi cytat, ponieważ mam wrażenie, że propozycja psychoterapeuty, by rodzice zatroskani słabymi i słabnącymi wynikami w nauce dziecka i skargami na jego zachowanie zwrócili się o pomoc dla siebie, często przyjmowana bywa niechętnie przez rodziców – a ów cytat bardzo dobrze pokazuje, jak może pomóc rozmowa właśnie rodziców z terapeutą.

Niechęć do przyjęcia propozycji spotkania rodziców z psychologiem wydaje mi się łączyć po pierwsze z tym, że dorośli nie widzą zależności między swoimi sprawami a stanem emocji dziecka, po drugie – mogą poczuć się obwiniani (w swoim przeżyciu słusznie lub nie) o negatywne oddziaływanie na dziecko, a po trzecie – chcą, by zachowanie dziecka zmieniło się jak najszybciej i sądzą, że rozmowa ze specjalistą bez udziału dziecka to tylko krok ku pomocy, a nie pomoc właściwa. Poniższy cytat – mam nadzieję – obrazuje niesłuszność tych obaw i w poruszający sposób odsłania związek między przeżyciami rodziców a doświadczeniami emocjonalnymi dziecka. Czytaj dalej

Dlaczego ludzie decydują się być w terapii

Przez temat „Dlaczego ludzie decydują się być w terapii” rozumiem rozważanie tego, dlaczego ktoś, kto już podjął terapię, decyduje się w niej pozostawać – a nie to, dlaczego ludzie zgłaszają się do psychoterapeuty.

Oczywiście zacząć należy od tego, że pacjenci doświadczają ulgi i poprawy samopoczucia, a także ustępowania objawów. Sądzę jednak, że takie doświadczenie może uzasadniać zarówno pozostawanie w terapii ze względu na nadzieję na dalszą poprawę, jak i decyzję o zakończeniu terapii z poczuciem sukcesu. Czytaj dalej

Osobiście niechętnie zawisam nad przepaścią…

Nancy McWilliams w książce „Opracowanie przypadku w psychoanalizie” omawia znaczenie różnicy w systemie wartości pacjenta i terapeuty. Uczula terapeutów na rozważanie tej sprawy – jak to, jak sami widzą świat, jakie wyznają wartości, jakie mają doświadczenia, wpływa na ich spostrzeganie i rozumienie pacjenta. Na ile jest ograniczające, na ile wspiera, a na ile po prostu nie odgrywa większej roli. McWilliams swoim zwyczajem nie wydaje sądów kategorycznych, natomiast zachęca, by terapeuci rozważali (w sobie) znaczenie tej kwestii.

W tym kontekście wydaje mi się znaczący cytat z „Wszystkich lektur nadobowiązkowych” Wisławy Szymborskiej. Autorka pisze:

Książka [Wawrzyńca Żuławskiego „Sygnały ze skalnych ścian – Tragedie tatrzańskie – Wędrówki alpejskie – Skalne lato”] przypadnie do serca każdemu, kto tylko nie ma zwyczaju pytać, czemu u licha ludzie chodzą po górach, skoro nikt im nie każe. Osobiście niechętnie zawisam nad przepaścią, ale jeśli mam jakąś zaletę, to chyba tę, że nie dziwię się ludziom, którzy zawisają. (s. 46)

I właśnie o sprawdzeniu, czy dysponujemy taką postawą, pisze – moim zdaniem – McWilliams. Czasem nazywamy to neutralnością, która polega nie tyle na nieposiadaniu osobistego stosunku do tego, co mówi pacjent, ale na świadomości, jaki ten stosunek jest i czy różnica między światopoglądem moim i pacjenta nie jest zbyt duża, bym mógł się pacjentowi na coś przydać (a nie skazywać go, na przykład, na zajmowanie się moimi przekonaniami).

Michał Czernuszczyk

Dzieci mafii, dzieci Kościoła

Dwa poruszające artykuły, dotyczące krzywdy dzieci dziejącej się w ramach systemu – mafii i Kościoła:

W obu wypadkach istota problemu wydaje mi się podobna: prawa obowiązujące w instytucji sprawiają, że dzieciom dzieje się krzywda, o której wszyscy wiedzą, ale jej nie zapobiegają, ale przeciwnie – skazują dzieci na dalsze cierpienia. Sprawcy nie tylko nie uznaje się za winnego, ale przedstawia jako obrońcę wartości dominujących dla systemu – tradycji, spójności, hierarchii, zależności. Ciekawe i straszne jest też to, że w obu historiach to mężczyźni są sprawcami przemocy, a ochrona ich autorytetu wydaje się priorytetem. Czytaj dalej

Bezimienne przerażenia a atopia

Ronald Britton - Bezimienne przerażenie

Ronald Britton – Bezimienne przerażenie

Znalazłem bardzo ciekawy tekst dotyczący doświadczeń małego dziecka w kontekście atopii. Fragment pochodzi z książki Margot Waddell „Światy wewnętrzne. Psychoanaliza i rozwój osobowości” i dotyczy koncepcji stworzonej przez Wilfreda Biona:

Określenie „bezimienne przerażenie” opisuje dwa aspekty dziecięcego doświadczenia: po pierwsze, brak dostępu do umysłu, w który dziecko mogłoby wyprojektować swe uczucia, a po drugie, nasiloną wskutek odkrycia tego stanu rzeczy niewygodę psychiczną, dodatkowo nasilającą się pod wpływem ciężaru związanych z tym spostrzeżeniem jego własnych uczuć. Zatem pierwotny opiekun, który powinien przynosić ulgę, niwelując cierpienie, aktywnie je nasila. Określenie „bezimienne przerażenie” ujmuje istotę tego doświadczenia, to, iż nie ma ono opisywalnego kształtu czy pewnej formy, która powalałaby przypisać mu znaczenie, choćby negatywne. Opisuje ono utratę wszelkich śladów znaczenia w następstwie tego, że zalążkowa zdolność do nadawania go zmieniła kierunek oddziaływania (…) Dziecko traci możliwość łączenia myśli lub uczuć. Dzieje się tak nawet w przypadku przerażających doświadczeń, na przykład wtedy, gdy strach przed umieraniem został zrozumiany, ale nie towarzyszyło temu pewne dostrojenie, dzięki któremu to uczucie mogłoby być dla dziecka bardziej znośne. Ronald Britton określa ten stan umysłu jako „psychiczną atopię”.

Atopia jako wyraz bezimiennego przerażenia – ciekawe, prawda?

Michał Czernuszczyk

źródła:

  • książka: Margot Waddell „Światy wewnętrzne. Psychoanaliza i rozwój osobowości”, tłum. Marta Kruszyńska-Mąka, Oficyna Ingenium 2015
  • zdjęcie: Janek Czernuszczyk

O talk-show w PANI

W grudniowym numerze PANI ukazała się rozmowa ze mną na temat talk-show, w którym matki wybierają żony dla swoich synów. Albo przynajmniej istotnie uczestniczą w wybieraniu.

Najlepiej to nie wypada na zdjęciach poniżej, ale w powiększeniu trochę lepiej.

Michał Czernuszczyk Czytaj dalej

Leki a psychoterapia

Pod koniec 2015 r. ukazała się książka Jeffreya Smitha „Educated Consumer”, co można przełożyć na „Dobrze poinformowany konsument”. Smith jest psychiatrą i psychoterapeutą, tutaj można przeczytać jego blog.

Wart uwagi wydał mi się fragment dotyczący leków. Smith wydaje się nie być zwolennikiem stosowania leków albo przynajmniej widzieć ograniczenia ich stosowania. Pisze o czterech zagadnieniach, o których można myśleć, gdy rozważamy podjęcie farmakoterapii.

Po pierwsze, Smith zauważa, że każdy lek wpływa na pracę milionów komórek nerwowych. Chociaż naukowcy i producenci leków starają się ten wpływ zawęzić do obszarów, które uznaje się za odpowiedzialne za powstawanie określonych objawów, rzeczywistość jest taka, że skutki uboczne wciąż stanowią problem, ponieważ nie udaje się zatrzymać wpływu leków także na takie obszary i funkcje, które funkcjonują prawidłowo.

Po drugie, kiedy przyjmujemy leki, myślimy, że staramy się zaradzić „brakowi równowagi chemicznej”. Jak przekonuje Smith, to nieprawda – raczej lekami zakłócamy równowagę złożonego i samoregulującego się mechanizmu, jakim jest ludzki mózg. Istotną konsekwencją jest fakt, że leki wydają się skuteczne, jednak na dłuższą metę nie dają aż takiej poprawy.

Po trzecie, Smith podkreśla, że emocje podlegają leczeniu tylko wówczas, gdy są dostępne i można je czuć. Leki, które blokują przeżywanie określony emocji, sprawiają, że blokowany jest także proces leczenia. Smith twierdzi, że dotyczy to przede wszystkim leków z grupy benzodiazepin, jak i przeciwdepresantów.

Po czwarte, ponieważ leki stanowią dla umysłu informację, że ten nie musi ciężko pracować w terapii, obniżają motywację do psychoterapii, zwłaszcza wówczas, gdy przychodzi do mierzenia się z bolesnymi uczuciami.

Warte przemyślenia.

Michał Czernuszczyk

Ziemia jest płaska

Trochę w nawiązaniu do poprzedniego wpisu o najgłębszym odwiercie – jaki kształt ma ziemia w psychoterapii? Czy to kula, czy raczej płaszczyzna? Bo na przykład Borges w „Księdze istot zmyślonych” przytacza taki opis:

Bóg stworzył Ziemię; żeby miała na czym się oprzeć, pod ziemią stworzył anioła. Ale anioł też nie miał oparcia, więc pod jego nogi wsunął rubinową skałę; ponieważ skała nie miała oparcia, stworzył byka o czterech tysiącach oczu, uszu, nozdrzy, pysków, języków i stóp; ale byk nie miał oparcia, stworzył więc rybę imieniem Bahamut, pod którą umieścił wodę, pod wodą zaś ciemność – i tylko do tego punktu sięga ludzka wiedza.

Wydaje mi się, że w psychoterapii bliższa intuicji jest wiara, że zawsze coś musi być głębiej, choć może nie da się już do tego sięgnąć. Jest coś niestosownego w przypuszczeniu, że można by kogoś poznać na wylot, całkowicie. Trafniejsza, choć niezgodna z wiedzą naukową, jest myśl, że mrok jest zbyt głęboki, by go czymś rozświetlić, czy też że głębia jest za duża, by ją przemierzać.

Wizja schodzenia ku podstawie wydaje mi się też zgodna z doświadczeniem osób korzystających z terapii – że jedną z miar skuteczności terapii jest poczucie, że ma się kontakt z czymś głębszym, bardziej zasadniczym i podstawowym.

Michał Czernuszczyk

Jorge Luis Borges, Księga istot zmyślonych, tłum. Zofia Chądzyńska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2000