Krótki kurs bycia obrażonym


Idą Święta. Czas spotkań rodzinnych, nadziei, kontaktu z bliskimi, kupowania i otrzymywania prezentów. Czas wolny od pracy. Czas podsumowań, refleksji, podziękowań i życzeń mniej i bardziej oficjalnych. Czas emocji, bliskości, poruszenia. Krótko mówiąc – piekło. Do tego alkohol i zachwianie w sposobie odżywiania się – na ogół na rzecz przejedzenia. Jak sobie radzić, kiedy jest już naprawdę źle? Część z nas sięgnie zapewne po stare, wypróbowane sposoby – można się na przykład obrazić. Może więc warto odświeżyć pamięć i zastanowić się chwilę, co to właściwie za ciekawy stan to bycie obrażonym.

Dlaczego to ciekawe? Dlatego, że obrażanie się to taki stan dwuznaczny. Z jednej strony, kiedy się obrażam, pokazuję, że nie chcę mieć kontaktu. Bo co widać, gdy spojrzeć na osobę obrażoną? Widać, że unika wymiany spojrzeń, interakcji. Słychać, że nie odpowiada na pytania i zagadnięcia, a jeśli już, to monosylabami, krótkim „Tak.” lub (częściej) „Nie.” Zamyka się u siebie w pokoju. Gapi się ostentacyjnie w telewizor, choć jak zwykle same są w nim bzdury. I trwa w tym stanie długo – niektórzy potrafią obrażać się nie tylko na godziny, nie tylko dni. Obrażenie może trwać tygodniami, miesiącami! Są i tacy, którzy obrażają się na lata, ale tak drobny wpis blogowy nie może być poświęcony aż tak tragicznym wydarzeniom. Ograniczmy się do perspektywy, w jaką wprowadza nas tydzień Świąt.

Obraz nie byłby pełny, gdyby skupić się wyłącznie na tym, że osoba obrażona odcina się od kontaktu. Jest coś wręcz zaczepnego w tej jawnej niechęci do rozmowy. Jest manifestacyjność w samodzielności i samowystarczalności obrażonego. Niektóre sytuacje – gdyby nie ich powaga – mogłyby wydawać się groteskowe: te techniki porozumiewania się karteczkami, to unikanie poproszenia o pomoc, kiedy trzecia ręka jest naprawdę niezbędna, więc trzeba coś przytrzymać zębami, powieką albo inną nienadającą się do tego częścią ciała…

No to – w imię czego ta ostentacja? Czemu to służy? Dlaczego obrażony wysyła dwa komunikaty jednocześnie: „Nie widzę cię. Nie istniejesz dla mnie.” i „Zobacz mnie.”? Bardzo to jest z psychologicznego punktu widzenia ciekawe. Czy można by te dwie frazy zestawić w jedną: „Pilnie potrzebuję, być widziała/widział, jak jestem od ciebie niezależna/niezależny.”? Ale i tu czegoś brakuje, bo to przecież sprzeczność wewnętrzna – sygnał niezależności byłby wysyłany po to, by coś uzyskać od drugiej osoby, czyli byłby to sygnał zarazem zależności. Czyli obrażanie się polegałoby na wysyłaniu jawnego komunikatu o niezależności po to, by dostać potwierdzenie zależności. Czyli: „Co prawda ja nie zależę od ciebie, ale chcę, byś ty zależała/zależał ode mnie, ale ponieważ samo ‚chcę’ jest sygnałem mojej zależności, muszę ci pokazać, że w ogóle mi nie zależy.” Ach, i tutaj pojawia się miejsce na naszą kreatywność i pomysłowość! I piękny poligon doświadczalny w postaci Świąt! Jak to zrobić, żeby przekonać świat, że go w ogóle nie potrzebujemy, ale zrobić to na tyle nieskutecznie, żeby przypadkiem nie potraktował nas zbyt serio i się od nas nie odwrócił?

Nie, zdaję sobie sprawę, że nie ma szans, by zawrzeć krótki kurs bycia obrażonym w takim wpisiku. Aż się prosi, by urządzić jakiś co najmniej warsztat psychologiczny, a może wielomiesięczną grupę wsparciowo-terapeutyczną na ten temat… Ale czy ktoś by się zgłosił, gdyby reklamować się hasłem: „Przyjdź, dowiedz się, jak skutecznie się obrazić.”?

Ze świątecznymi serdecznościami,

Michał Czernuszczyk

Jedna myśl nt. „Krótki kurs bycia obrażonym

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.