Kronika wypadków miłosnych, czyli po co młodym ludziom grupa terapeutyczna


…podsunął nagle Wiciowi przed nos to swoje zawiniątko.
— Chcesz, paniczu? Chcesz, to masz.
Wicio odsunął się ze wstrętem.
— Na co mi to, nie chcę.
— A nie jesteś ciekaw, co tam w środku? Może stare plany, może skarb z całego życia, a może tylko skrwawiona siekiera? Masz ode mnie gościniec. Na pamiątkę znajomości.
— Ja już niedługo wysiadam. Po co mi wasz skarb?
On znowu potrząsnął tobołem przy swoim uchu jak skarbonką.
— Będziesz zawsze żałował, że nie ryzykowałeś. No, namyśl się jeszcze chwilę. A może chcesz podzielić się z pierwszym spotkanym człowiekiem?
— Nie, dziękuję. Nigdy i nic nie trzeba brać od ludzi.
— Kto ci to powiedział?
Wicio zawahał się przez moment. Pociąg zataczał łuk po wysokim nasypie. Wielkie sześciokąty miodowego światła wpadły do wagonu i rozpłaszczały się teraz boleśnie na ścianach.
— Ojciec. Ojciec mi to powiedział. We śnie.

Tadeusz Konwicki, Kronika wypadków miłosnych

Trudno pisać o dojrzewaniu, ponieważ język, jakiego używać można do opisu „z zewnątrz”, jest językiem zupełnie różnym od języka opisu stosowanego przez osobę, która dojrzewanie przeżywa. Dlatego postanawiam odwołać się do literatury pięknej, do Kroniki wypadków miłosnych Tadeusza Konwickiego.

Dorastanie – podróż

Dlaczego to jest takie ważne, jakiego języka używamy? Dlatego że z perspektywy osoby dojrzewającej jej przeżycia cechuje szczególna bolesność, wyrazistość i niepowtarzalność. Dzieciństwo się skończyło, a dorosłość jeszcze nie zaczęła. I wydaje się, że każdy gest, każde zachowanie decydują o tym, kim jest i kim się staje młody człowiek. Dorosłemu łatwo pobłażliwie machnąć ręką na przeżycia adolescenta – ale podróżujący może się bać, że choćby małe spóźnienie zdecyduje, że pociąg odjedzie bez niego i losy potoczą się inaczej.

W grupie osób o podobnym doświadczeniu podróży/dorastania większe jest prawdopodobieństwo doświadczenia zrozumienia i przekonania się o wspólnocie doświadczeń i niedoli – a to potrafi bardzo podnieść na duchu, choć nie rozwiązuje bieżących trudności.

Przeczucie nieszczęścia

— Może zakocham się nieszczęśliwie i umrę potem z miłości?

Książkę Konwickiego otwiera sytuacja, w której ktoś ginie pod kołami pociągu. Przez cały czas wydarzeniom towarzyszy atmosfera zbliżającej się wojny, oczekiwania na wielkie, ostateczne niebezpieczeństwo. To przeczucie czegoś groźnego, na co jednocześnie nie ma się wpływu, wydaje mi się odzwierciedlać egzystencjalny wymiar przeżyć młodzieńczych. Chociaż lęk dotyczy czegoś na zewnątrz, w praktyce może on wiązać się z wielkimi pytaniami dotyczącymi doświadczanej przemiany i świadomą bądź nieświadomą wiedzą, że coś się bezpowrotnie żegna. Świat dorosłych nie daje wystarczającego odniesienia, bo wyczerpuje się dziecięca ufność w nim pokładana. W młodości pojawia się więc wojna – wojna z dotychczasowymi zasadami, zastanym porządkiem.

Walka z całym światem to ogromne wyzwanie. Grupa terapeutyczna to możliwość znalezienia sojuszników, a także lepszego zrozumienia natury tej wojny, prowadzonej także ze sobą samym.

Rówieśnicy

Dla adolescenta nikt nie jest równie ważny, nie stanowi źródła równie silnych uczuć, co rówieśnicy. Sytuacje mogą wydawać się banalne – w książce jest to na przykład doręczenie listu – ale konsekwencje emocjonalne są ogromne. Natłok doznań obezwładnia. Rówieśnicy są potrzebni do poznania i  kształtowania siebie.

Michał Czernuszczyk – psycholog, certyfikowany psychoterapeuta i superwizor aplikant Polskiego Towarzystwa Psychologicznego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.